Luke
Nie zareagowała. Dopiero teraz zauważyłem że ma w uszach słuchawki a po jej policzku spłynęła łza. Kiedy mnie zobaczyła., otworzyła oczy szerzej ze zdziwienia.
-Co ty tu...? Nie, ciebie tu nie ma to moja wyobraźnia. - powiedziała bardziej do siebie niż do mnie.
-Jestem tu naprawdę. Mogę ci to udowodnić.- rzuciłem patrząc na nią.
Kiwnęła tylko głową dając mi wolną rękę. Złapałem za jej walizkę po czym przytuliłem mocno. Staliśmy tak blisko siebie. Czułem jej ciepły oddech na szyi. W końcu emocje wzięły górę i nachyliłem się by ją pocałować. Jej usta smakowały niczym miód a zdziwienie które czuła było tak bardzo dostrzegalne że mimowolnie uśmiechnąłem się. Wstrząśnięta szlochem otoczyła mnie ramionami oddając pocałunek. Rozchyliłem usta smakując nowe doznania, jej włosy łaskotały mnie po ręce która spoczywała na jej policzku a nawet twarzy. Gdy w końcu oderwaliśmy się od siebie, czułem się tak bezgranicznie szczęśliwy.Nie mogłem uwierzyć w to co się stało, podobnie z resztą jak sama White.
-Cornelia - szepnąłem, opierając czoło o jej. Wtuliła się we mnie jak w ulubioną zabawkę, z niewymowną ulgą musnąłem ustami jej włosy.
-Wrócisz ze mną?- zapytałem.
-Tak - wydukała z trudem. Bez zastanowienia złapałem za hamulec bezpieczeństwa. Pociąg zatrzymał się gwałtownie. Gdyby nie refleks mojej no właśnie kogo? przyjaciółki? dziewczyny? w każdym razie gdyby nie złapała się ściany leżelibyśmy jak nic. Nim ktokolwiek zorientował się kto to zrobił, wyszliśmy z wagonu. Idąc w przeciwnym kierunku do jazdy kolei.Z tego co wiedziałem mieliśmy do przejścia jakieś 2 może 3 km.
-Kto cię zmusił żebyś po mnie przyjechał? - zapytała.
-Poza tym że moi przyjaciele opierdzielali mnie na każdym kroku od twojego wyjazdu to nikt. Sam źle się czułem bez ciebie.
-Naprawdę?
-Tak, jesteś irytująca i mam z tobą urwanie głowy ale bez ciebie nic nie było takie samo.
-Dziękuje- rzuciła unikając mojego spojrzenia.
Resztę drogi przeszliśmy w ciszy.
-No nareszcie dworzec - powiedziałem z ulgą. Cisza i skrępowanie między nami zaczynało mi naprawdę ciążyć. Wsiedliśmy do samochodu bez słowa.
-Możesz odwieźć mnie do domu na chwilę?
-Pewnie. - odpowiedziałem.
W czasie jazdy też milczeliśmy. Grające radio pozwalało skupić się nam na własnych myślach.Podjeżdżając pod blok mój telefon dzwonił raz za razem.
-Nie odbierzesz? - zapytała.
-Ty odbierz i powiedz że nie mogę teraz.
- Tu telefon Luka Hemmingsa, przykro mi ale nie może rozmawiać w tej chwili. - powiedziała bez zająknięcia. Była by z niej dobra sekretarka pomyślałem parkując.
-Nie ma sprawy zaraz będę - niemal krzyknęła rozradowana do słuchawki.
Nie zdążyłem nawet zapytać kto dzwonił bo Cortni złapał za walizkę i pobiegła w stronę mieszkania.
Po niecałych 10 min wróciła.
- Przepraszam że czekałeś. - powiedziała.
-To gdzie mam jechać? -zapytałem bez zbędnych ceregieli.
- Do chłopaków.